Thinkstyle

O problemie graficznej uczty bez fabuły – grzechy graczy i twórców gier

O problemie graficznej uczty bez fabuły – grzechy graczy i twórców gier

Klimat vs Grafika

Każdy gracz ma własne wyobrażenie na temat tego jak powinna wyglądać idealna gra. To normalne zjawisko. Nie każdego przecież rajcuje to samo. Śledząc zaś pojawiające się tytuły i czytając fora zauważyłem – i Wy pewnie zresztą też – że na przestrzeni ostatnich lat ideał gry, ten święty Graal, do którego dążą twórcy i którego pragną gracze jest zbytnio utożsamiany z jedną cechą, a mianowicie oprawą graficzną. Nie zdziwcie się jeśli przy kolejnej dyskusji na temat najnowszej premiery ujrzycie pytania w stylu „Jak wygląda grafa? Lepsza niż w tytule X?”, „ile wyciąga fps’ów w 4k?”, „czy pójdzie na mojej karcie graficznej?”. To norma. Norma, do której nie mogę się przyzwyczaić. I tutaj paradoks – bo jako osoba mocno związana z grafiką komputerową to co się dzieje mocno mnie irytuje. Zacznijmy odwieczne starcie i dylemat wśród graczy – klimat vs grafika w grach.

Rozwój grafiki

Oczywiście pęd ku lepszego ukazaniu wirtualnego świata towarzyszy branży od zawsze. Nie neguję tego i nie krytykuję. Zresztą jak możecie sami zobaczyć tutaj na blogu sam staram się dążyć do co raz lepszych, bardziej realistycznych prac. Gdybym teraz napisał, że oprawa wizualna jest w ogóle nieważna i można ją olać, to byłbym zwyczajnym hipokrytą, a czytanie mojego blogu, raczej nie miałoby sensu. Tak się nie stanie. Możecie spokojnie czytać dalej.

Rozwój komputerów i technologie wymuszają na twórcach implementację co raz to nowszych rozwiązań. Z roku na rok pojawiają się kolejne modele procesorów i kart graficznych, sklepowe półki zapełniają się ulepszonymi wersjami konsoli. Wszystko to wraz z pragnieniami graczy wymusza na twórcach dążenie do lepszej grafiki. Zresztą większość ludzi to wzrokowcy. Gdy pojawia się info o nowej grze, to na początku zwracamy uwagę na screeny. Interesuje nas aspekt wizualny. To też normalna kwestia.

Pierwszy grzech graczy

Dobrze przemyślana oprawa graficzna, spójny design jest w stanie sam w sobie być wielkim przekaźnikiem emocjonalnym. Potrafi opowiedzieć historię. Umożliwia graczowi wsiąknąć w świat gry. Ale co się stanie jeśli w tym dążeniu do idealnej, wizualnej uczty twórcy zapomną o reszcie elementów? Co z oprawą dźwiękową, fabułą, dialogami, designem lokacji, kreacją bohaterów, mechaniką gry, fizyką, przejrzystością interfejsu, długością rozgrywki, czy optymalizacją? Potraficie odpowiedzieć na to pytanie? Ja tak, dostajemy gniota z zerową grywalnością pod przykrywką hitu. Coś co się pojawi i szybko zniknie. No dobra, pożyje trochę dłużej o ile będzie odpowiednio promowane. To jest pierwszy grzech graczy – taka obojętność konsumencka. Małe wymagania i zadowolenie się byle czym. Zaspokojenie poprzez jeden aspekt zamiast oczekiwań na bogactwo, które oczaruje wszystkie nasze zmysły.

Grafika vs klimat w grach

Wydawcy – ich grzechy i wpływ graczy

A teraz, gdy już znamy jedną z wad w zachowaniu graczy, szybko prześlizgnijmy się do listy grzechów wydawców. Listy, która jest dość spora: gry są krótkie, fabuła jest dość często płytka i nijaka bo wymaga się aby nowe odsłony ukazywały się każdego roku, dodatki zredukowano do nic nie wnoszących i drogich DLC, a w dniu premiery gracz otrzymuje wersję beta, która jest naprawiana dopiero po jakimś czasie z ich udziałem jako darmowych testerów (choć prawda jest taka, że nabywcy tytułu przekształcają się w „pracownika”, który płaci swojemu pracodawcy za wykonywaną czynność). Twórcy mają gdzieś rozwój sztucznej inteligencji, pokuszenie się o porządną oprawę dźwiękową, napisanie dobrych dialogów, czy też zapełnienie świata gry postaciami, które zapadły by graczom na dłużej w pamięci. Gry są upraszczane i nie zmuszają graczy do myślenia, ale atakują go od razu masą podpowiedzi i elementów, które prowadzą go za rękę przez całą rozgrywkę. Czyja to wina? Producentów? Nie. Wydawców? Również nie. Winni tu są gracze, bo to oni kupują byle jakie produkty. Potrafią ponarzekać. Ukażą swoje niezadowolenie. Wyleją żale na forach, ale potem jak co roku przy okazji premiery kolejnej części popularnej serii ustawią się grzecznie w kolejce, czy zamówią swój egzemplarz przedpremierowo i koło dalej się toczy. Nie można mieć więc pretensji do ludzi odpowiedzialnych za stworzenie danego tytułu, że robią to co robią. Przynosi im to zysk. Po co więc się wysilać? Czy Wy drodzy czytelnicy będąc na ich miejscu zachowalibyście się inaczej? Niestety śmiem twierdzić, że nie. Sami wyraziliście pozwolenie na takie coś swoimi konsumenckimi decyzjami. Nie macie więc prawa do narzekań…

Tak, kiedyś było lepiej!

Czy kiedyś było lepiej? Nie wiem, co wy uważacie (może mi o tym opowiecie w komentarzach?), ale ja uważam, że tak. I nie wmawiajcie mi, że to sentyment z młodzieńczych lat, który powodował, że wszystko wydawało się piękniejsze. Wydawało się, bo takie było. Kiedyś powstawały takie perełki fabularne jak saga Baldur’s Gate, czy Planescape Torment. Pojawiały się ciekawe przygotówki point’n’click jak chociażby nasz polski Książę i Tchórz. Mieliśmy niezwykle wymagającą serię Commandos, czy Hidden & Dangerous. Pomyślcie również o strategiach czasu rzeczywistego, które obecnie praktycznie nie istnieją. A kiedyś – Age of Empires, Dungeon Keeper, Warcraft, Starcraft (obecnie niby jest druga część, ale Blizzard zaczyna odcinać kupony od serii, robiąc jakieś remastery, dzieląc tytuł na drobne części i tym podobne rzeczy). Dodajmy do tego jeszcze inne tytuły jak np. Half-Life, Myth, Heroes of Might & Magic 3. Oczywiście grafika też była ważna w tych tytułach, ale nie była jedyną i najważniejszą cechą. Na ich miodność (czy jeszcze ktoś z Was pamięta to określenie grywalności?) składały się również inne elementy, o których wcześniej wspominałem. I te gry je posiadały. Dlatego nadal o nich pamiętam i często do nich wracam.

Grafika vs klimat w grach

Światełko w tunelu

A jak jest dzisiaj? Obecnie większość tytułów o tym zapomina przez co sama jest zapomniana. Zdarzają się oczywiście wyjątki jak np. znany wszystkim Wiedźmin. Ale jest tego, moim zdaniem, stanowczo za mało. Światełkiem w tunelu jest pojawienie się serwisów crowdfoundingowych, które pokazują, że gracze tęsknią za bardziej wymagającymi tytułami, gdzie nie wszystko kręci się wokół oprawy wizualnej. Dzięki kickstarterowi pojawiły się takie gry jak np. „Divinity: Original Sin”, „Pillars of Eternity”, „Torment: Tides of Numenera”, „Durkest Dungeon”, czy „The Banner Saga”. Nie są to genialne dzieła, ale jest to bardzo dobry początek ku lepszej jakości na rynku wydawniczym.

Kolejny grzech graczy

Tak więc warto, aby producenci oprócz dbałości o oprawę wizualną mieli na uwadze również fabułę, klimat, oprawę dźwiękową, design poziomów, sposób prowadzenia rozgrywki, bo tylko gra, która zawiera w sobie wszystkie te elementy (chociażby na dobrym poziomie) jest w stanie zapaść w pamięci graczy. Ale czy tak się stanie to zależy przede wszystkim od graczy, bo to oni kreują rynek. To od nich zależy co będzie popularne i co pojawi się w przyszłych tytułach, bo to na ich zadowoleniu zależy twórcom gier. Powinno być tak, że starają się oni o nich walczyć, zaskakiwać, aby zyskać ich przychylność. Gdy zaś konsument staje się leniwy, ma małe wymagania i przestaje samodzielnie myśleć, zdając się na marketingowy bełkot, to tym samym daje przyzwolenie na byle jakość – Wasz kolejny grzech moi mili gracze…